Komunikacja z dziećmi – trudna rola rodzica

Krystyna Pawelec

Ostatnio dużo mówi się o komunikacji, asertywności, wyrażaniu siebie. Czym zatem jest asertywność i jak ma się do wychowywania dzieci? Według Marii Król-Fijewskiej „asertywność to umiejętność pełnego wyrażania siebie w kontakcie z inną osobą czy osobami” (Król-Fijewska, 2000, str. 11). Często nasze zachowania nie są asertywne, nie potrafimy wyrażać siebie. Albo narzucamy innym swoje zdanie raniąc ich, ograniczając ich wolność czyli zachowujemy się agresywnie. Albo ulegamy innym dla „świętego spokoju”, cokolwiek on w tym momencie oznacza. Gael Lindenfield określa asertywność jako „zachowanie pomagające nam w konkretnym i zdecydowanym komunikowaniu naszych potrzeb, chęci i uczuć innym ludziom – nie naruszając w żaden sposób ich praw.” (Lindenfield, 1994, str.15). Zachowanie człowieka w dużej mierze zależy od tego, jak został wychowany czyli jakie zasady miał wpajane drogą werbalną i niewerbalną. Dzieci uczą się oczekiwanego zachowania, poznają jaki jest dobry sposób, aby osiągnąć korzyści. Czasami trzeba być cicho, a czasami dobrze pokrzyczeć i potupać. A korzyści bywają różne, to może być uzyskanie korzyści materialnej, np. zabawki, biletu na koncert, ale również zwrócenie uwagi rodzica, chęć pozyskania jego miłości.

Kiedy dziecko staje się dorosłym i sam zostaje rodzicem, przekazuje nabyte wartości i umiejętności swoim dzieciom. Potocznie mówi się, że każdy może zostać rodzicem i każdy będzie dobrym rodzicem. Że nie trzeba się do tego przygotowywać, że każdy ma to we krwi. Z tym ostatnim w części zgadzam się. Każdy ma „we krwi” to co zostało tam włożone przez jego rodziców, wychowawców, nauczycieli. Ale czy to stanowi o dobrym rodzicielstwie? Niekoniecznie. Pierwszą rzeczą jest to, jakie normy zaszczepiono u przyszłego rodzica, a drugą czy w trakcie życia te normy ulegały transformacji. Jeżeli dziecko przez lata słyszy, że jest głupie, złe, bezużyteczne, że jest bałaganiarzem, że czegokolwiek się nie dotknie to zepsuje -- przyjmuje taki głos za własny.
Zaczyna wierzyć, że właśnie takie jest i pracuje to w nim również w wieku dorosłym. Wiara w to, że jest głupie lub złe potwierdza się dla niego za każdym razem, gdy mu coś źle wyjdzie, a nie zauważa swoich osiągnięć czy pozytywnych zachowań.
Wielokrotnie obserwowałam zachowania różnych rodziców i często, niezależnie od wieku dziecka, widziałam u rodziców chęć narzucenia swojej woli dziecku czy okazania niezadowolenia. Podam kilka przykładów:

  • Trudno zrozumieć niemowlę, a długotrwały płacz dziecka doprowadza rodzica do frustracji. Potrafi krzyczeć do niemowlęcia, aby „w tej chwili przestało płakać!”. Zdenerwowany rodzic nie chce już dochodzić przyczyny płaczu. On ma tego dosyć i chce, a nawet żąda, aby niemowlę uspokoiło się. Natychmiast. Respektuje swoje prawa, ale nie respektuje praw dziecka.
  • Na spacerze rozentuzjazmowany kilkulatek ucieka mamie i przewraca się. Mama podbiega do płaczącego malca, wymierza mu klapsa i krzyczy, że „nie słuchał jej, tyle razy mówiła, że ma nie uciekać, nie wyrywać się, iść spokojnie za rękę. A teraz wyłożył się, pokarało go, a klapsa dostał, bo należało mu się i aby miał powód do płaczu”. I mama nie zwraca uwagi, że dziecko jest przestraszone, że boli je kolano. A teraz jeszcze boli pupa. A najbardziej boli poczucie krzywdy. Mama odreagowała swój strach i poczucie winy na dziecku i nie liczy się z jego uczuciami.
  • Kilkunastoletnie dziecko przychodzi do rodzica i prosi, aby na drugi dzień mogli przyjść do niego koledzy. Rodzic odpowiada, że nie. Dziecko pyta: dlaczego. Rodzic nie tłumaczy, że następnego dnia musi dłużej zostać w pracy i z tego powodu zamierza syna posłać do babci. Przecież dorosły nie musi tłumaczyć się przed dzieckiem. Mówi, że „nie, bo nie”. A kiedy dziecko dopytuje o powód, rodzic przerzuca winę na dziecko, mówi, np. „Kolegów ci się zachciewa, a wczoraj nie posprzątałeś pokoju (nie napisałeś do babci, dostałeś trójkę z polskiego, źle odezwałeś się do mamusi).”.
  • Dwudziestolatek mówi: „Idę na prywatkę do Kamila. Nie wiem, o której wrócę. Jeżeli zabawa będzie dobra, być może nie wrócę na noc do domu.” A rodzic na to: ”Masz być o 22.” „Tato, przecież jestem dorosły!” „Dopóki mieszkasz w moim domu, masz podporządkować się moim zasadom.”.

To są zachowania agresywne, ale takie rozmowy mogą inaczej wyglądać i nie być asertywne.

  • - Kochanie, zjedz jeszcze troszkę kaszki. 
    - blee..
    - Nie pluj, maleństwo. Przecież lubisz kaszkę. 
    - blee..
    - Zobacz, pobrudziłeś babuni bluzeczkę. Ale przecież nie chciałeś tego zrobić, prawda?” 
    - Chciałem. A kaszy nie lubię, ble.
    - No dobrze, nic się nie stało, już nie musisz jeść.
  • - Córeczko, posprzątaj swój pokój.
    - Nie mam czasu.
    - To zrób to jak będziesz miała czas.
    - Ale ja muszę się uczyć.
    - Acha, uczysz się. To ja tu troszkę oprzątnę.
  • - Pomóż mi w kuchni.
    - Nie chce mi się.
    - No dobrze, sama przygotuję obiad. Ale, ostatni raz.

Takie zachowania są uległe. I też nie mają nic wspólnego z asertywnością.

Nie ma rodziców idealnych i nie ma potrzeby, aby dążyć w rodzicielstwie do ideału. Podstawą dobrego rodzicielstwa jest bycie z dzieckiem, które opiera się na dwustronnej komunikacji. Nie wystarczy mówić, trzeba również słuchać. Jeżeli dziecko będzie nas naśladować, poprowadzimy dialog. Od najmłodszych lat dzieci obserwują nasze zachowanie, a w tym naszą komunikację z innymi dorosłymi. Później powielają nasze zachowania. Często w komunikacji stosujemy bariery, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają porozumienie się. Niekiedy nie zdajemy sobie sprawy, że nasze dobre rady, współczucie, ostrzeganie czy moralizowanie odnoszą odwrotny skutek od zamierzonego. 
Bardzo dobrze obserwuje się innych, ale wprowadzenie w czyn dobrych wzorców nie jest łatwe. Komunikacja z dziećmi, tymi małymi i tymi dużymi często sprawia trudność.

Oto kilka zasad dobrej komunikacji z dziećmi:

  • słuchaj uważnie co dziecko do ciebie mówi, okaż mu swoje rzeczywiste zainteresowanie, słuchaj go całą swoją osobą, nie rób niczego innego w tym czasie, daj mu odczuć, że ono jest teraz najważniejsze (i niech tak jest naprawdę)
  • nie oceniaj dziecka, odnieś się do tego co mówi, możesz ocenić zachowanie, ale nie człowieka,
  • nie dawaj gotowych rad!, dziecko samo powinno dojść do rozwiązania,
  • nie spłycaj, nie rozmywaj, przecież to co mówi jest dla niego teraz najważniejsze i przeżywa to po swojemu,
  • nie jesteś z wywiadu, nie poddawaj go przesłuchaniu,
  • nie nakazuj niczego, ono jest partnerem twojej rozmowy, nie możesz mu grozić i rozkazywać,
  • nie wygłaszaj kazań i moralietów, wyłączy się i nie będzie ciebie już słuchać.

Takie zasady można jeszcze mnożyć. Dobrze je znać i należy wprowadzić je w życie, o ile jeszcze nie funkcjonują. Ważne, aby wyznawać wartości, na których te zasady mogą się opierać. O ile człowiek nie ma wpojonych ich wcześniej, zawsze jest czas, aby przeformułować te, na których się opierał dotąd. Najważniejsze procesie wychowywania jest to, aby być otwartym na to co dzieci chcą nam przekazać i ogarnąć je miłością i szacunkiem. Czyli traktujmy je tak, jakbyśmy chcieli być traktowani sami.

Rola rodzica, zatem, jest nie jest łatwą rolą. A dopiero obserwując swoje dorosłe dzieci możemy ocenić jakie zbudowaliśmy im fundamenty.

Bibliografia
1. Król-Fijewska M. (2000) Stanowczo, łagodnie, bez lęku. Warszawa: Wydawnictwo W.A.B
2. Lindeenfield G. (1994) Asertywność czyli jak być otwartym, skutecznym i naturalnym. Łódź: Ravi.